Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 stycznia 2011

Zapiekanka z cukinii. 19 Finał WOŚP!





Zrobiliśmy to! Specjalnie na 19 Finał WOŚP wydrukowaliśmy 19 egzemplarzy pierwszego wydania Lawendowego Domu. Okładka lakierowana, format 21x26 cm, całkowity dochód z aukcji zasili konto Wielkiej Orkiestry, która w tym roku zbiera pieniądze dla dzieci z chorobami urologicznymi i nefrologicznymi. Wierzę w Was i mam nadzieję, że uda nam się razem zebrać kupę kasy! Licytujcie tutaj.

Teraz coś dla ciała. Jest zielona, zdrowa i pyszna. Można ją zrobić z cukinii, ziemniaków lub marchwi, albo mieszanki tych warzyw. Spróbujcie koniecznie.

Zapiekanka z cukinii
1 kg cukinii (zamiennie marchwi, ziemniaków lub mieszanki tych warzyw)
1 cebula
15 cm kawałek pora
2 ząbki czosnku
4 jajka
2 łyżki oleju słonecznikowego
wiórki masła do posypania zapiekanki
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
sól
świeżo zmielony pieprz

Warzywa zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Dodać posiekaną drobno cebulę i pora, jajka, przepuszczony przez praskę czosnek. Składniki wymieszać, doprawić solą, pieprzem i bazylią. Formę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć do niej masę warzywną i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 st.C na 45 minut. Podawać z czapą jogurtu greckiego.



piątek, 8 października 2010

Udziec z indyka z rozmarynem



Dzisiejsze danie ma znamiona potrawy idealnej. W moim mniemaniu. Minimum wysiłku i cudownie rumiany efekt do podania na różne sposoby i w różnych okolicznościach. Idealna propozycja na weekend, kiedy wrócicie do domu po jesiennym spacerze, lekko zmarznięci i mocno głodni.
Wystarczy, że zaopatrzycie się dzisiaj w:
piękny udziec indyczy bez kości
2-3 kwaskowe jabłka słusznej wielkości
5-6 ziemniaków (zapewne większość z Was nie musi się w nie nawet zaopatrywać, wszak żyjemy w ziemniaczanym eldorado)
kilka gałązek rozmarynu (mój ogrodowy jeszcze nie przemarzł)
3 łyżki tartej bułki
2 ząbki czosnku + główka czosnku
1 łyżkę majeranku
4 łyżki oleju słonecznikowego
70 g masła
sól





Przyszykujcie też mocną nić bawełnianą, najbezpieczniej w białym kolorze, bo nie ma nic bardziej uciążliwego, niż szukanie nici w kuchennej szufladzie (a sami wiecie, że w takich szufladach kryje się wszystko, poza tym, co w danej chwili niezbędne) rękami po łokcie umazanymi w składnikach nadzienia.
Skoro o nadzieniu mowa. W moździerzu należy utłuc czosnek z łyżeczką soli na papkę. Do tej papki dodajemy tartą bułkę, majeranek i olej. Całość mieszamy. Udziec rozkładamy na desce, traktujemy tłuczkiem, nacieramy solą ze wszystkich stron, starając się zachować umiar. Z jednej (tej wewnętrznej) strony rozsmarować należy papkę majerankową. Teraz mięso zwijamy i tutaj przyda się wspomniana wyżej nić. Wiążemy udziec w zgrabny pakunek i przekładamy do brytfanny wysmarowanej 1 łyżką oleju. Jabłka i ziemniaki kroimy w cząstki. Skórki nie obieramy, bo smakowicie nam się przyrumieni. Czosnek dzielimy na ząbki, ząbki zostawiamy w łupinkach.Dodajemy pocięty nożyczkami rozmaryn, 3 łyżki oleju, sól. Całość mieszamy i przekładamy na brytfannę, gdzie pyszni się udziec. Mięso posypujemy wiórkami masła, przykrywamy brytfannę folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st.C na ok. 1,5 godziny (po godzinie folię należy zdjąć).
Koniec pracy, teraz już tylko przyjemności. Mamy oto gotowy obiad rodzinny. Pieczeń wybornie smakuje drugiego dnia, na zimno, do razowego chleba. Jeśli oczywiście coś na drugi dzień zostanie.



Zdjęcia: Lubo Lipov

poniedziałek, 15 marca 2010

Gulasz rybny. Baskijski



Lodowate podmuchy wiatru i zacinający o szyby samochodu deszcz. Zimno, ponuro. Piękna, zapierająca dech w piersiach przyroda. Twarda, surowa kraina, taką ją pamiętam, gdy przemierzaliśmy ją pewnej zimy, zmierzając ku północnym krańcom Portugalii.
Dzisiejsza potrawa idealnie wpisuje się w ten krajobraz. Rozgrzewająca, treściwa, z kawałkami ziemniaków i ryby zatopionych w czerwonym, aromatycznym, podlanym winem sosie.
W oryginale przygotowuję się ją z tuńczyka, ja od lat gotuję ją na głowie łososia, która daje potrawie zdecydowany rybny posmak.
Potrzebne będzie:
ok. 800 g mięsa łososia, w tym głowa
(Kupuję zazwyczaj całą rybę, porcjuję ją i zamrażam. Mam dzięki temu materiał na kilka obiadów. Głowę, szkielet i 2-3 solidne dzwonka to idealna baza do dzisiejszej potrawy)
600 g ziemniaków obranych i pokrojonych w kostkę średniej wielkości
2 papryki pokrojone w kostkę
puszka pomidorów
1 szklanka wytrawnego czerwonego wina
2 pokrojone w kostkę cebule
3 posiekane ząbki czosnku
1 łyżka słodkiej suszonej papryki
1/2 łyżeczki sproszkowanego chili
1 łyżeczka suszonego oregano
1 łyżeczka suszonej bazylii
4 łyżki oliwy
sól
Cebulę zeszklić na oliwie, dodać czosnek, przesmażyć z cebulą. Patelnię zdjąć z ognia, dodać oba rodzaje proszkowanej papryki, pomidory i wino. Postawić na ogniu i dusić ok 10 minut. Wsypać zioła, wymieszać i odstawić. Do sporego garnka wrzucić ziemniaki i paprykę, zalać 3 l wody, osolić i gotować ok. 20 minut. Następnie dodać rybę, ogień zmniejszyć, tak, by potrawa lekko tylko "migotała" i gotować jeszcze 20 minut, aż mięso ryby będzie ugotowane. Wyjąć je z garnka, żeby przestygło. W tym czasie dodać sos pomidorowo-winny. Wymieszać i zagotować. Przestudzoną rybę podzielić na kawałki, wrzucić do garnka. Gotować razem 5 minut i odstawić z ognia.



Gulasz podaję z grzankami z białej bułki. To ten rodzaj dania, który drugiego dnia smakuje jeszcze lepiej, choć przyznam, że rzadko mu się udaje przetrwać tak długo.



Inspirację do przepisy zaczerpnęłam z książki "Potrawy z ryb i owoców morza" Susanny Tee

czwartek, 18 lutego 2010

Ruskie. Z miętą



W kuchni unosi się para. Oprószone białym mącznym pyłem, z rumieńcami i potarganym włosem, z zakasanymi rękawami wygniatamy, wałkujemy, lepimy, wrzucamy, odcedzamy. Wyjmuję z kuchennej szafy półmiski, które szybko zapełniają się kolejnymi partiami gotowych ruskich.



Ciasto:
nietypowe, bez jajek, bardzo plastyczne, nie wymaga podsypywania mąką przy wałkowaniu, zachowuje kształt po ugotowaniu
3 szklanki mąki
łyżka oleju słonecznikowego
szczypta soli
Do miski wsyp mąkę, dodaj olej wymieszaj. Wlej szklankę gorącej wody, wyrób gładkie ciasto. Uformuj z niego kulę i przykryj ciepłą miską. Dzięki temu fortelowi ciasto dojrzeje i stanie się szalenie plastyczne.
Farsz:
1/2 kg ziemniaków
1/2 kg białego sera (użyłam półtłustego)
2 cebule pokrojone w kostkę
2 łyżki oleju
1/2 łyżki suszonej mięty
Cebulę pokrój w kostkę i usmaż na złoto na oleju. Ziemniaki ugotuj, przeciśnij przez praskę razem z serem. Dodaj miętę i podsmażoną, złotą cebulkę. Wymieszaj dokładnie.



Ciasto rozwałkuj na cienki placek. Wykrój kółka, nakładaj na każdy po łyżce farszu i dokładnie sklej brzegi. Pierogi wrzucaj na osolony wrzątek i gotuj ok. 2-3 minut od wypłynięcia.




Najbardziej lubię takie świeżo ugotowane, z wody. Moje córki przepadają za lekko obsmażonymi na złoty kolor. Są zwolennicy pierogów polanych kwaśną śmietaną i oprószonych czarnym pieprzem lub polanych przyrumienioną cebulką. A Wy?

Sposobem przygotowania ciasta zainspirowała mnie Trufla, za co jej bardzo dziękuję.

sobota, 30 stycznia 2010

Gnocchi z marchwią i miętą.


Na podwórko wchodziło się przez lichą furtkę zbitą z kilku desek, zawieszoną na jednym tylko zawiasie. Mała chatka po lewej stronie, tuż przy furtce. Znacie takie domki, wchodzi się od podwórza, po dwóch stopniach wprost do małej sieni, którą dzieli od kuchni tylko zasłona, chroniąca od zimna i much. W kuchni stół obity ceratą, piec i kredens. Biały, pomalowany olejną farbą, która łuszczy się i odkrywa kolejne warstwy. Za zasłonką, na stołku miska emaliowana, obita lekko, z wodą do przemycia rąk. Z kuchni przejście do pokoju. Pod ścianą łóżko z ogromną pierzyną, a na niej pasiasta, wełniana kapą. Nad łóżkiem monidło, pod oknem okrągły stół, przykryty serwetą. Na nim wazonik z rżniętego szkła, w wazonie trzy plastikowe róże. Zakurzone. W kącie piec i szafa. Zaraz za podwórzem rozciągało się pole. Wąską ścieżką można było iść przed siebie między żytem sięgającym po pas i zbierać krwisto czerwone maki i modre chabry, czasami też kępy rumianków. Wy też robiliście z nich bukiety i wianki? Po prawej stronie, tuż za polem rozciągała się podmokła łąka, która skosem schodziła do strumienia. W gorące dni moczyliśmy w nim nogi. Na łące, tuż przy wodzie rosła mięta. Soczyście zieloną, zbieraliśmy w bukiety i suszyliśmy pod daszkiem werandy, w cieniu. Na herbatę, na brzuch, na ruskie pierogi.


Wspominam dzisiaj te miętowe bukiety, te maki i rumianki. Zagniatam ziemniaki z marchwią, dodaję mięty. Świeżej, z supermarketu. Gdy zamykam oczy nad talerzem parujących gnocchi, wdycham ich swojski zapach z delikatną miętową nutą, staje mi przed oczami nieznośnie upalne niedzielne popołudnie kiedyś, gdzieś, dawno.
Przepisem zainspirowała mnie fettinia z gazetowego forum kuchennego.


Potrzebne będzie:
250g ziemniaków
250g marchwi
1 jajko
150 g mąki
2 łyżki kaszy manny
2 łyżki drobno posiekanej mięty,
40 g świeżo startego parmezanu
Ugotowane ziemniaki i marchew rozgniotłam i wymieszałam z pozostałymi składnikami. Wyrobiłam ciasto, które u mnie nie było idealnie gładkie, pozwoliłam sobie na nieco rustykalny wygląd moich klusek. Na podsypanej mąką stolnicy podzieliłam ciasto na 4 porcje. Z każdej uformowałam długi wałek o grubości kciuka i pokroiłam na ok. 2 cm kawałki. Właściwie można na tym poprzestać, ja jednak chciałam nadać moim gnocchi bardziej rasowy wygląd, więc potraktowałam je widelcem. Następnie partiami gotowałam je ok. minutę w osolonym wrzątku. Najlepsze tuż po ugotowaniu, posypane serem i odrobiną mięty.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Królowa Śniegu. Zapiekanka ziemniaczana.




Królowa Śniegu ma długą białą, lekką jak śnieżny puch szatę i koronę z lodowych diamentów. Mami niewinne dzieci i zwabia je do swojego królestwa. Jest samotna i piękna. Zimna. Ma serce z lodu.
Nie bójcie się Królowej Śniegu. Wystarczy ogrzać jej serce ciepłymi dłońmi. Topnieje.


A Wy biegnijcie prędko do domu. Zdejmijcie mokre buty, powieście rękawiczki na kaloryferze, ogrzejcie zmarznięte nosy i sprawdźcie, czy w piecu doszła już ziemniaczana zapiekanka. Koniecznie zaproście na obiad Królową Śniegu - zobaczcie jak marznie za oknem w swojej białej szacie.

Zapiekanka ziemniaczana z rozmarynem

6 średnich ziemniaków
1 szklanka mleka
2 łyżki tartego żółtego sera
1 jajko, sól, pieprz zielony
1 łyżeczka posiekanego rozmarynu, najlepiej świeżego
szczypta gałki muszkatołowej
1 łyżka masła.


Ziemniaki obierz i pokrój w bardzo cienkie plasterki. Używam do tego nakładki siekającej do miksera Kitchen Aid. Mleko wymieszaj z jajkiem i serem. Dopraw rozmarynem, gałką, solą i świeżo zmielonym pieprzem. Naczynie do zapiekania wysmaruj połową masła. Ziemniaki ułóż dachówkowo (zazwyczaj wrzucam plasterki do naczynia, a układam tylko wierzchnią warstwę), zalej mieszaniną mleczno-jajeczną. Wierzch posyp wiórkami masła. Zapiekankę wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 st. C, piecz ok. 45 minut, aż ziemniaki będą miękkie i rumiane.

czwartek, 7 stycznia 2010

Placki ziemniaczane



Nie lubię obierać ziemniaków. Po prostu nie lubię. Mam takie wspomnienie z dzieciństwa: wracam ze szkoły do domu. Ze starszym bratem. Rzucamy w kąt tornistry i worki z kapciami i zaczynamy walkę wręcz, o to, kto dzisiaj obiera ziemniaki. Zazwyczaj ja przegrywałam...
Zdarza się jednak czasami, naprawdę bardzo rzadko, że odwiedza Was miły gość z drugiego krańca świata. Uśmiechnięty, opalony i pełny pozytywnej energii, którą jakoś trzeba spożytkować. Na przykład obierając ziemniaki.





Pół kilo startych na drobnej tarce ziemniaków nie wygląda może zbyt zachęcająco, ale jeśli je zalać wrzącym mlekiem, przełożyć na sitko i dokładnie odcisnąć, a następnie wymieszać z jajkiem, dwiema łyżkami mąki i doprawić odrobiną soli, otrzymujemy wielce obiecującą ziemniaczaną masę, którą wystarczy usmażyć małymi porcjami na rozgrzanym oleju. Mamy oto cudownie chrupiące, złociste ziemniaczane placki i róbcie z nimi, co chcecie. Posypcie je cukrem, polejcie śmietaną. Podajcie z sosem grzybowym, lub zawiesistym sosem ze świeżych pomidorów.
Najbardziej lubię wersję z kwaśną śmietaną i kawiorem. Z lekkim winem musującym. Iście karnawałowe danie.

niedziela, 13 grudnia 2009

Ziemniaczane harce i spotkanie z czytelnikami






Ziemniak nie jedno (a może niejedno) ma imię. Najlepszy oczywiście pieczony, prosto z ogniska, z odrobiną soli. Parzy język, brudzi na czarno twarz i ręce, a smakuje, jak nic na świecie. Ziemniak surowy odpowiednio potraktowany, staje się poręcznym narzędziem. Można nim ostemplować np. najzwyklejszy podkoszulek, co okazuje się dziecinnie proste. Pamiętajcie tylko o użyciu specjalnych farb do tkanin. Stempelki ziemniaczane wykorzystałam również do produkcji papieru prezentowego. Ciekawa jestem Waszych pomysłów na ziemniaczane harce.
Odchodząc nieco od ziemniaczanych tematów, chciałabym podziękować wszystkim, którzy spotkali się dzisiaj ze mną w księgarni Świata Książki na Jubilerskiej w Warszawie. Zrobiliśmy wspólnie łańcuch niewyobrażalnej długości i całą masę świątecznych kartek z filcowymi choinkami. Dziękuję z całego serca.
Zdjęcia: Lubo Lipov

wtorek, 27 października 2009

Jej Wysokość Dynia...








Dynia to bardzo fotogeniczna bestia. Jak na nią nie spojrzeć, zawsze wygląda dobrze. Ciepła dyniowa zupa posypana świeżo startym parmezanem to dla mnie kwintesencja jesieni. Robi się ją banalnie prosto. Do garnka wrzućcie kilka obranych i pokrojonych w kostkę (niezbyt małą) ziemniaków, do tego Jej Wysokość. Zalać to trzeba bulionem, posolić i gotować, aż warzywa zmiękną. Wtedy wrzucam ząbek czosnku, bo my czosnek lubimy nawet w deserach, miksuję wszystko na krem, przelewam na talerz, a jeszcze lepiej do miseczek. Na koniec parmezan i świeżo starty pieprz.
Na zdjęciach zupę przygotowuje Jagoda i jej brat Szymek, nasi dzielni kucharze z książki "Dzieciaki do kuchni, czyli rodzinne gotowanie".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails