Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 sierpnia 2010

Machi ka salan, czyli ryba lubi pływać



Mam za sobą doprawdy pracowite lato. Wiele nowego szykuje się w Lawendowym Domu, o czym na pewno będę Was informować na bieżąco. Dziś kilka migawek z ostatnich naszych poczynań, tym razem w cudownej restauracji Buddha w Warszawie.



Tytułowa ryba pływa w aksamitnym, piekielnie ostrym i niezwykle aromatycznym sosie. Przedstawiam Wam przepis, który dostałam od Marty z restauracji Buddha. Nieco go uściśliłam, lekko zmieniłam i dostosowałam do naszych realiów.

Machi ka salan (po mojemu)

Zmiksować na pastę:
2 łyżki sezamu
2 łyżki ziaren kolendry
1 łyżkę kuminu
1/2 łyżki kurkumy
1 łyżka nasion kolendry
1 łyżkę chili w proszku
2 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki pasty z tamaryndowca
1 cebulę
2 ząbki czosnku

Na patelni rozgrzać 3 łyżki oleju, podsmażyć na nim pastę ok. 2-3 minuty, cały czas mieszając. Dodać 1 szklankę mleka kokosowego, wymieszać, gotować jeszcze chwilę. Do sosu włożyć podzieloną na kawałki rybę. Gotować na wolnym ogniu ok. 5 minut. Podawać z ryżem i świeżymi listkami curry.





Dziękuję za wspaniałą atmosferę w czasie sesji, za pomoc, cierpliwość i uśmiech. Pozdrawiam szefa i całą ekipę!



Zdjęcia: Lubo Lipov

poniedziałek, 15 marca 2010

Gulasz rybny. Baskijski



Lodowate podmuchy wiatru i zacinający o szyby samochodu deszcz. Zimno, ponuro. Piękna, zapierająca dech w piersiach przyroda. Twarda, surowa kraina, taką ją pamiętam, gdy przemierzaliśmy ją pewnej zimy, zmierzając ku północnym krańcom Portugalii.
Dzisiejsza potrawa idealnie wpisuje się w ten krajobraz. Rozgrzewająca, treściwa, z kawałkami ziemniaków i ryby zatopionych w czerwonym, aromatycznym, podlanym winem sosie.
W oryginale przygotowuję się ją z tuńczyka, ja od lat gotuję ją na głowie łososia, która daje potrawie zdecydowany rybny posmak.
Potrzebne będzie:
ok. 800 g mięsa łososia, w tym głowa
(Kupuję zazwyczaj całą rybę, porcjuję ją i zamrażam. Mam dzięki temu materiał na kilka obiadów. Głowę, szkielet i 2-3 solidne dzwonka to idealna baza do dzisiejszej potrawy)
600 g ziemniaków obranych i pokrojonych w kostkę średniej wielkości
2 papryki pokrojone w kostkę
puszka pomidorów
1 szklanka wytrawnego czerwonego wina
2 pokrojone w kostkę cebule
3 posiekane ząbki czosnku
1 łyżka słodkiej suszonej papryki
1/2 łyżeczki sproszkowanego chili
1 łyżeczka suszonego oregano
1 łyżeczka suszonej bazylii
4 łyżki oliwy
sól
Cebulę zeszklić na oliwie, dodać czosnek, przesmażyć z cebulą. Patelnię zdjąć z ognia, dodać oba rodzaje proszkowanej papryki, pomidory i wino. Postawić na ogniu i dusić ok 10 minut. Wsypać zioła, wymieszać i odstawić. Do sporego garnka wrzucić ziemniaki i paprykę, zalać 3 l wody, osolić i gotować ok. 20 minut. Następnie dodać rybę, ogień zmniejszyć, tak, by potrawa lekko tylko "migotała" i gotować jeszcze 20 minut, aż mięso ryby będzie ugotowane. Wyjąć je z garnka, żeby przestygło. W tym czasie dodać sos pomidorowo-winny. Wymieszać i zagotować. Przestudzoną rybę podzielić na kawałki, wrzucić do garnka. Gotować razem 5 minut i odstawić z ognia.



Gulasz podaję z grzankami z białej bułki. To ten rodzaj dania, który drugiego dnia smakuje jeszcze lepiej, choć przyznam, że rzadko mu się udaje przetrwać tak długo.



Inspirację do przepisy zaczerpnęłam z książki "Potrawy z ryb i owoców morza" Susanny Tee

piątek, 12 marca 2010

Tajskie placuszki rybne.



Lubię wszelkie wariacje na temat rybnych kotletów. Przepis, który dzisiaj podaję okazał się hitem naszej wczorajszej kolacji. Moje dziewczyny zajadały się nimi chwaląc to mnie, to przepis. Nie jest to zjawisko aż tak u nas częste, więc zastanowiło mnie, skąd taki sukces?
Placuszki uwodzą delikatną orientalną nutą dzięki dodatkowi cytrynowej trawy i kolendry. Drobno siekana zielona fasolka i odrobina chili podnoszą nie tylko ich walory smakowe, lecz sprawiają, że wyglądają zabawnie, z lekko nutką kokieterii. Są malutkie, w sam raz na dwa dziecięce kęsy. W dodatku robi się je zaskakująco szybko. Spróbujcie koniecznie!



400 g dorsza lub innej białej ryby morskiej
100 g fasolki szparagowej drobno posiekanej
2 łodygi posiekanej trawy cytrynowej
1 pokrojona drobno cebula
1 drobno posiekana papryka chili (bez pestek!)
3 łyżki posiekanej kolendry
2 łyżki sosu rybnego
jajko
3 łyżki mąki ziemniaczanej
olej do smażenia
Rybę przepuściłam przez maszynkę, dodałam pozostałe składniki i dokładnie wymieszałam masę. Uformowałam małe placuszki - średnicy ok. 4 cm. Uwaga - pracę znacznie ułatwia zwilżanie dłoni wodą, masa rybna nie klei się wtedy, a placuszki formuje się bardzo sprawnie. W głębokiej patelni rozgrzałam olej - ok. 3 cm wysokości i partiami smażyłam placuszki.
Podałam z sałatką z ogórków ze słodkim sosem chili.



Zdjęcia: Lubo Lipov

piątek, 11 grudnia 2009

Z deserów najbardziej lubię... śledzie


Tak jest drodzy Państwo, czekolada, do której to wzdychaliśmy licznie dwa dni temu, wzbudza w nas gorące emocje, ale przyznam cicho i w tajemnicy, że z deserów... No właśnie, pamiętacie może, kto miał w zwyczaju tak mawiać?
Do śledzi trzeba dorosnąć. Pamiętam siebie w wieku moich córek. Z pewnym obrzydzeniem patrzyłam na tę zimną, tłustą, soloną rybę, którą mama odmaczała, potem filetowała i obierała ze skóry. Kroiła mięso na małe kawałki, układała w słoju na przemian z siekaną cebulką i zalewała olejem. Cóż, wtedy wydawało mi się to zupełnie nieinteresujące kulinarnie, teraz, gdy jestem dorosła, kawałek śledzia z cebulką ułożony na lekko czerstwym razowcu sprawia, że moje ślinianki zaczynają śpiewać hymn ku czci cudownie zgranym chórem.
Ci z Was, którzy podzielają moją do śledzi słabość mają na pewno swoje sprawdzone przepisy. Bardzo ich jestem ciekawa.
Poniżej przepis na śledzie po kujawsku:
500g solonych filetów śledziowych (najlepiej takich z bazaru, nie z tacki)
2 szklanki mleka
300g winnych jabłek
1/2 niewielkiej cebuli
1 łyżeczka octu winnego
2 łyżki oleju
2 łyżki przecieru pomidorowego
4 łyżki soku z cytryny
1/2 łyżeczki otartej z cytryny
mielona ostra papryka
natka pietruszki
cukier,
sól
pieprz świeżo mielony
Śledzie zalej mlekiem i mocz ok. 2 godzin. Odsącz na sitku, pokrój w kawałki na jeden kęs. Skrop octem winnym, dopraw świeżo zmielonym pieprzem. Ocet i pieprz podkreślą smak śledzi. Odstaw w chłodne miejsce na ok. pół godziny. Jabłka pokrój w kostkę, skrop sokiem z cytryny. Cebulę pokrój w piórka. Podsmaż cebulę na rozgrzanym oleju, dodaj jabłka i 1/2 łyżeczki skórki otartej z cytryny. Dzięki temu sos będzie miał delikatną cytrusową nutę. Dodaj przecier pomidorowy, 2 łyżki wody, dopraw odrobiną cukru, solą i pieprzem, zostaw na ogniu jeszcze chwilę, aż składniki się połączą. Wsyp posiekaną natkę, wymieszaj i odstaw sos do ostygnięcia. Ułożone na półmisku śledzie przykryj sosem. Najlepsze następnego dnia, gdy się "przegryzą".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails