
Mam za sobą doprawdy pracowite lato. Wiele nowego szykuje się w Lawendowym Domu, o czym na pewno będę Was informować na bieżąco. Dziś kilka migawek z ostatnich naszych poczynań, tym razem w cudownej restauracji Buddha w Warszawie.

Tytułowa ryba pływa w aksamitnym, piekielnie ostrym i niezwykle aromatycznym sosie. Przedstawiam Wam przepis, który dostałam od Marty z restauracji Buddha. Nieco go uściśliłam, lekko zmieniłam i dostosowałam do naszych realiów.
Machi ka salan (po mojemu)
Zmiksować na pastę:
2 łyżki sezamu
2 łyżki ziaren kolendry
1 łyżkę kuminu
1/2 łyżki kurkumy
1 łyżka nasion kolendry
1 łyżkę chili w proszku
2 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki pasty z tamaryndowca
1 cebulę
2 ząbki czosnku
Na patelni rozgrzać 3 łyżki oleju, podsmażyć na nim pastę ok. 2-3 minuty, cały czas mieszając. Dodać 1 szklankę mleka kokosowego, wymieszać, gotować jeszcze chwilę. Do sosu włożyć podzieloną na kawałki rybę. Gotować na wolnym ogniu ok. 5 minut. Podawać z ryżem i świeżymi listkami curry.


Dziękuję za wspaniałą atmosferę w czasie sesji, za pomoc, cierpliwość i uśmiech. Pozdrawiam szefa i całą ekipę!

Zdjęcia: Lubo Lipov






