czwartek, 29 grudnia 2011

La Boqueria. Lekcja przepychania, czyli poradnik podróżnika cz.I



Jeśli w podróży przyciśnie Was głód, macie kilka wyjść. Możecie zainstalować się w jednym z wygodnych, bezosobowych barów, gdzie bez problemu umyjecie ręce przed posiłkiem, oszukacie głód, zapłacicie niewysoki rachunek i zapomnicie o całym wydarzeniu w pięć minut. Możecie zjeść wykwintny posiłek w renomowanej restauracji, ale o tym niewiele Wam powiem, bo zwyczajnie, podróżując z trójką dzieci, po prostu mnie na to nie stać. Możecie też zrezygnować z wygód, zapomnieć o wszystkim, co do tej pory wiedzieliście o jedzeniu i zjeść w tłocznym barze, na wysokim, chwiejnym stołku, w jednym z najbardziej hałaśliwych miejsc, jakie uda Wam się znaleźć. I to Wam właśnie polecam.
La Boqueria, jeden z największych targów w Barcelonie, tam wysyła nas Marian, nakazując koniecznie zjeść posiłek w jednym z tamtejszych barów.



Wciskamy się więc międy stoiska pełne warzyw, owoców, ryb i mięsa, serów i wszystkiego, co dusza zapragnie.









Spójrzcie na to bogactwo smaków i kolorów.







Wreszcie namierzamy jeden z wielu przybytków kulinarnych rozkoszy. Zadanie nie jest jednak wcale takie proste, gdy człowiek nie mówi biegle po katalońsku i nie ma dużego doświadczenia w przepychaniu się łokciami. Jesteśmy jednak zdeterminowani i po kilku próbach i bojowych naradach, osiągamy cel.
Zasady są proste. Najpierw należy upatrzeć sobie ofiary. W naszym przypadku jest to pewna trzyosobowa rodzina z Wielkiej Brytanii, która zajmuje całe trzy stołki przy samym barze i obiecująco dojada ostatnie kąski ze swoich talerzy. Wbijamy oczy w ich plecy, chuchamy im w szyję i pokazując palcem prosto w talerze, pytamy, co właśnie zjedli. Chcemy zamówić coś podobnego, ale oczywiście nie mamy pojęcia, jak się to danie nazywa. Wspólnym siłamy odnajdujemy nazwę potrawy na pomazanej kredą tablicy. Nasze ofiary regulują rachunek i przekazują nam stołki. Następuje błyskawiczna zmiana miejsc i wreszcie osiągamy nasz cel - jesteśmy przy barze. Kucharz i kelner w jednej osobie oczyszcza teren, daje nam czyste widelce i przyjmuje zamówienie. Na naszych oczach przesmaża na maśle świeże, maleńkie kalmary i cudownie doprawione odrobiną zielonej pietruszki małże.



Do tego kieliszek miejscowego, lekko musującego wina Cava, na deser flan domowej roboty. Uwijamy się, zbierając resztki sosu świeżą bułką, bo za nami, chuchając nam w szyję, czekają już kolejni głodni ludzie.
Było pysznie.



Kochani, pakuję właśnie walizki i mam nadzieję, że jutro o tej porze będę już w domu. Opowiem Wam o barcelońskich śmietnikach i skarbach, jakie można tam znaleźć, o pewnej manufakturze, gdzie robi się na oczach klientów słodkie karmelki, o rekinach i ćwiczeniach z kompozycji w Muzeum Picassa. Pozdrawiam Was słonecznie, stęskniona B.

13 komentarzy:

kasia pisze...

fajny poradnik, piękne zdjęcia, czekam na cd :)
pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego na nowy rok !!!

Agakakaka pisze...

Ach cudowne!!! Pamiętam ten bazar w Barcelonie i czuję jeszcze smak tych katalońskich kalmarów!

Gosia z Zapachu bazylii pisze...

Ja czekam z zapartym tchem, bo kocham Hiszpanię, a zwłaszcza Katalonię i cudną Barcelona na czele! Nie mogę się doczekać. Nóżkami przebieram, a nie jest to łatwe, bo leżę już w łóżku pod ciepłą kołderką;-) Wracaj szczęśliwie i daj nam tę dawkę Hiszpanii:-)

Kaffiarka pisze...

a wiec czekam z niecierpliwoscią :)

Majana pisze...

Ach Beatko pięknie! Cudownie byłoby znaleźć się w Barcelonie znowu. Piękne zdjęcia.!
Ściskam cieplo i czekam na dalsze opowieści.:*

Mammamisia pisze...

Cudne zdjęcia pełne kolorow i zapachów.
Czekam na relacje.
Ciekawe jaki e tkaniny upolowalas tym razem.
Pozdrawiam serdecznie!
Iza

Agnieszka pisze...

Cudowne zdjęcia, fajna relacja, z niecierpliwością czekam na więcej!

Deilephila pisze...

Ciekawe czy jak zamknę oczy i mocno uwierzę, to sie tam znajdę? Bo wszytsko wyglada tak pysznie i cudownie. Nie pozostae nic innego jak sie tam wybrac:)

Życzę wielu udanych podróży rodzinnych w Nowym Roku!

Magda B pisze...

Witaj Beato! Wybieram sie do Badcelony w pierwszych dniach stycznia...daj znac jak sie spakowac? Kozaki czy baleriny? Kurtka czy trencz? Cieplo czy chlodno? :) dzieki:)) pozdrawiam!

DaCapo pisze...

Dosłownie dzisiaj rano przepychałam się przez taki właśnie targ na południu Włoch. Patrzyłam na te kolory, na te twarze, na te obdarte kamienice. I pomyślałam o wszystkich pięknych blogach, podobnych do tego... o jedzeniu, o fotografiach :)
co za tempizm :)

Scrapowe Sosasowisko pisze...

Fascynujące miejsce! I jakie pyszne!

Jola pisze...

Piękne zdjęcia i relacja :) Czekam na więcej! Wszystkiego dobrego w 2012 roku! Jola

Patti pisze...

Dużo Zdrowia, morza Miłości , Realizacji planów, Szczęścia wśród Najbliższych !!!
Szczęśliwego Nowego Roku!

Patti

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails