
Czas taki, że wypadałoby coś na czerwono, z sercem i różą, no wiecie, coś w walentynkowym stylu. Ze mnie dusza skrajnie romantyczna, a że ostatnio, jak wspominałam, wertuję kuchnię rosyjską, odkrywam na nowo jej bogactwo i różnorodność, będzie dzisiaj o blinach, placuszkach niezbyt efektownych, które jednak z odpowiednimi dodatkami tworzą danko intrygujące, pełne niespodzianek, w sam raz do podjadania we dwoje.
W Rosji gryczany blin uważany był za symbol wiosennego słońca i podawano go podczas święta zakończenia zimy, tzw. Maślenicy.

Przepisów na bliny jest wybór ogromny, ja dziś przedstawię wersję najprostszą. U mnie w całości z mąki gryczanej (dość zdecydowane w smaku, dla tych co za smakiem gryki przepadają), choć właściwie sprawdzi się również pszenna lub mieszanka ich obu.
Bliny gryczane
400 g mąki gryczanej (lub pół na pół mąki pszennej i gryczanej)
500 ml ciepłego mleka
3 jajka
1 łyżka drożdży instant
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
tłuszcz do smażenia
Do miski wsypać mąkę, dodać drożdże, sól, cukier i żółtka wymieszane z ciepłym mlekiem. Wyrobić dokładnie i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 30 minut do wyrośnięcia. Białka ubić na sztywno, wymieszać z ciastem i odstawić jeszcze na 15 minut. Smażyć na dobrze rozgrzanej, lekko natłuszczonej patelni. Przed podaniem trzymać w cieple, np. zawinięte w lnianą ściereczkę.
Z czym podawać? Ze śmietaną, posiekanym śledziem z cebulką, siekanym jajkiem ze szczypiorkiem, wędzonymi rybami, kawiorem. Dodatki przygotować w oddzielnych miseczkach, po środku ustawić półmisek z blinami i uczta gotowa.
Co za uczta! Przy świecach, bez pośpiechu, kęs za kęsem... Wyrafinowana prostota.

Jaka jest Wasza ulubiona książka o miłości? Dla mnie od lat "Anna Karenina" Lwa Tołstoja. Rosyjska dusza uwodzi gwałtownością, dzika namiętność spala wszystko na swojej drodze, to temat w sam raz na walentynkową kolację, prawda?

(Sophie Marceau jako Anna Karenina, zdjęcie znalazłam tu)
Zdjęcia: Beata Lipov